Napisane przez: Maped | 28 luty 2009

Kimbytuzostaćmix? Papka

golem-flaga-wietnamu
Zostać można na przykład mną

Ale zastrzegam sobie prawo do tego że i ja mogę kimś innym być. A dlaczego nie? Gdybym mógłbym powiedzieć że “skończyły mi się pomysły na życie” to chyba najprostszym rozwiązaniem w takiej sytuacji było by zaczerpnięcie czyjegoś pomysłu… Szczęśliwie nie muszę tego robić.
Jednocześnie było by to jakimś pomysłem na życie więc musiałbym dokonać honorowego sebumbum po wszystkich tekstach krytykujących hipokryzję które udało mi się wypowiedzieć od momentu narodzin nigdy nie używam zdań wielokrotnie złożonych nie podzielonych przecinkami.
Albo… jeżeli udało by mi się wepchnąć w dziurę bez dołka(bez dołka czyli nie zakończoną dnem) i z wlotem tak daleko że wyjść się nie da, ja,(tutaj trochę nadrobiłem z przecinkami) czyli postać w świadomości wielu ludzi złożona tylko z treści bloga, mógłbym na przykład zniknąć przez usunięcie go. I założyć innego, też o sobie tylko pod innym imieniem. Dla niejednej osoby która tu niewiadomo dlaczego zagląda jestem potwornie sfrustrowanym nastolatkiem z dużego miasta o małym rozumku.
Nie zna mojego położenia topograficznego, nie wie co lubię pić(poza kawą i kadarką) a czego nie lubię w siebie wlewać(poza kawą bez mleka i słabą kadarką). Innymi słowy usuwając tego firdygałkowatego, sfrustrowanego bloga, wymazał bym także swoją obecność z życia niemniej sfrustrowanych ludzi szukających odpowiedzi na swoje pytania w złym miejscu. Czy coś takiego. Mógłbym pożyczyć czyjeś życie albo…
Albo ukraść czyjąś tożsamość.
Znaleźć dawcę życia, zrobić research w Internecie, ściągnąć wszystkie strony, obrazki, teksty, zdjęcia butów i playlisty… Zbudować sobie profil psychologiczny na którym wszystkie przyszłe noty by powstawały, przeplatać je oczywiście skradzionymi a następnie stać się osobą popularną bardziej niż oryginalny posiadacz życia. Można by nawet sprzedać coś nieswojego za stawkę wyższą niż zrobił by to pierwotny rzemieślnik. Pierwotne to.
Do napisania tego tekstu niechcący zmusiła mnie pani fikander albo dud. Tejże właśnie istocie przytrafiła się sytuacja analogiczna do mojej, tutaj opisanej – PEŁNA HISTERIA!!!. Trafiam na The Dudowego bloga przez dickarta a nie jak na kolegę zapoznanego przysrało przez ciocię kokę(wieczny ładny uśmiech racz jej dać Panie! I lomo!). Na blogu znajduję informację o zaistniałej życiowej analogii, przeglądam a dalej to już tylko jakieś kolorowe rysunki dla grzecznych dzieci…(chwila pełna napięcia) ;] i ładne uśmiechy z czarno-białych zdjęć. Budując portret psychologiczny(chociaż niewiele w tym logiki) osoby opieram się na liście:
ładne zdjęcia,
mowa o problemach drobnych,
barwne rysunki dla grzecznych dzieci,
inne fajne rzeczy.
I wnioskuję… no jasna(!) dlaczego się pod panią podszywają panno fik! Bo blog ten jak też podejrzewam kilka innych świadczą o pewnej lekkości bycia na którą sobie pani pozwala! I jest w tej lekkości niewątpliwa słuszność, bo nie ma co się ukrywać z faktami – człowiek spięty to człowiek zdupy. Lekka kreska(byle nie narkotyku ciężkiego jakiegoś), zadowolone papierowe zwierzątka, er forsy i a’la lomo fotki w ramkach z zaokrąglonymi kantami. A jak jakiś problem… to pewnie ma związek z niedomykającą się szufladą i wkrótce zostanie rozwiązany(całości bloga nie przeczytałem ale tak wnoszę po pierwszej stronie). Takie wirtualne życia warto kraść. Sru do destylarni piwnicznej, do butelki z literkami ułożonymi w jakiś magiczny napis, aż w końcu do wypicia tak żeby później było można wylać na klawiaturę skradzione pannie fik idee. Idealne do spożycia przed czterdziestką.
A może by tak zostać ideą?
W ramach ostatnich przygotowań do odparcia kryzysu poważnie pracuję nad stroną internetową. I zadałem sobie pytanie “co na takiej stronie powinno się znaleźć?”. I to pytanie miesiąc w powietrzu wisiało aż odpowiedział mi na nie pan banksy. Wpełzłem po raz enty na tę jego obrzydliwie prostą stronę i uwierzyłem swoim oczom(bo nic się od ostatniej wizyty nie zmieniło). Jedyny oficjalny tekst pana be to manifest który w znacznie uproszczonej wersji brzmi tak:

When I was a kid I used to pray every night for a new bicycle.
Then I realised God doesn’t work that way, so I stole
one and prayed for forgiveness.
-Emo Phillips
Przypomina mi toto teksty z albumu Wall and Piece:
“A lot of people never use their initiative because no-one told them to”
i
“It is often easier to ask for forgiveness than to ask for permission.”
Co w tym przypadku jest cytatem cytatu bo to słowa pana Grace Murray’a Hopper’a.
I tyle.

Podobno pewnego dnia założyciel grupy artystów znanej teraz pod nazwą banksy wszedł w zakład przy kolejnej wygranej kracie piwa, że w ciągu paru lat uda mu się stworzyć rynek zbytu dla najbardziej pogardzanych form sztuki… graffiti i szablonu.
Inna teoria mówi że banksy jest angielskim artystą ideowym konsekwentnie kreującym swój wizerunek jako niegrzecznego chłopca w piaskownicy w której jedną z zabawek jest sztuka. Zabawka z której można się pośmiać, porzucać, połamać i skleić, pomalować… wszystko można jej zrobić a publika się cieszy, co banksy też oczywiście wyśmiał… bo to niegrzeczny człowiek:

he. he. he.
“…and this guy is really hot right now…”

Fiuty malowane jak w manii jednego z głównych bohaterów filmu Superbad, toze to chyba egipski malownik(ciekawe o co się pożarli) a twat… w dowolnym tłumaczeniu to cipa.
Znowu na usta się ciśnie tekst Kazika. Ja też coraz częściej słyszę, że mówią, że robią już to co chcą. I to jest sztuka. I faktycznie robią to co chcą. A ja się robię nastoletnim sfrustrowanym… ehh… cofam się.
Chadzam do buwu i innych darmowych toalet na Powiślu. Odwiedzam przy okazji znajome książki obok których ktoś poumieszczał Dzieła Zebrane polskich klasyków współczesnego malarstwa i mam ochotę spalić je troszkę. Albo przynajmniej rogi powyginać, bo kurwica mnie łapie kiedy patrzę w galerii jak ludzie tyłki wypinają żeby przyjrzeć się “niezwykle wyrafinowanym pociągnięciom pędzla” na pracach modelowanych szpachlą. Graficy, graficyści zachwyceni ilością symboli w pracach ewidentnie sugerowanej symboliki pozbawionych. Wybaczcie mi to że nie stanę z wami ramię w ramię bo nie chcę uczestniczyć w kreowaniu popkulturalnej papki bylejakości i markowej sztuki. Mówiąc że z każdego gówna można coś ulepić nie miałem na myśli lepienia w tym gównie z premedytacją. Ufff…

być jak stanley kubrick
być jak john malkovich
gattaca
mechaniczna pomarańcza

Poprzedni tekst manifestu banks’yego:

An extract from the diary of Lieutenant Colonel Mervin Willett Gonin DSO who was
among the first British soldiers to liberate Bergen-Belsen in 1945.

Camp

I can give no adequate description of the Horror Camp in which my men and myself were to spend the next month of our lives. It was just a barren wilderness, as bare as a chicken run. Corpses lay everywhere, some in huge piles, sometimes they lay singly or in pairs where they had fallen. It took a little time to get used to seeing men women and childen collapse as you walked by them and to restrain oneself from going to their assistance. One had to get used early to the idea that the individual just did not count. One knew that five hundred a day were dying and that five hundred a day were going on dying for weeks before anything we could do would have the slightest effect. It was, however, not easy to watch a child choking to death from diptheria when you knew a tracheotomy and nursing would save it, one saw women drowning in their own vomit because they were too weak to turn over, and men eating worms as they clutched a half loaf of bread purely because they had to eat worms to live and now could scarcely tell the difference. Piles of corpses, naked and obscene, with a woman too weak to stand proping herself against them as she cooked the food we had given her over an open fire; men and women crouching down just anywhere in the open relieving themselves of the dysentary which was scouring their bowels, a woman standing stark naked washing herself with some issue soap in water from a tank in which the remains of a child floated. It was shortly after the British Red Cross arrived, though it may have no connection, that a very large quantity of lipstick arrived. This was not at all what we men wanted, we were screaming for hundreds and thousands of other things and I don’t know who asked for lipstick. I wish so much that I could discover who did it, it was the action of genius, sheer unadulterated brilliance. I believe nothing did more for these internees than the lipstick. Women lay in bed with no sheets and no nightie but with scarlet red lips, you saw them wandering about with nothing but a blanket over their shoulders, but with scarlet red lips. I saw a woman dead on the post mortem table and clutched in her hand was a piece of lipstick. At last someone had done something to make them individuals again, they were someone, no longer merely the number tatooed on the arm. At last they could take an interest in their appearance. That lipstick started to give them back their humanity.
Source: Imperial War museum

Kącik naukowy w którym interesująca jest wydzielina paputkowa:
Inhalacja – zabieg leczniczy polegający na wdychaniu par wód mineralnych, roztworów leków lub ich aerozoli. Wykonywany za pomocą specjalnego aparatu (inhalatora) lub przez wdychanie par wrzącego płynu. Do inhalacji używa się leków działających rozkurczowo na drzewo oskrzelowe, ułatwiających wykrztuszanie wydzieliny, działających przeciwzapalnie i antybiotyków. Inhalacje najczęściej stosowane są w astmie oskrzelowej, ostrych i przewlekłych stanach zapalnych dróg oddechowych. Specyficzną formą inhalacji są inhalacje z użyciem paputków jako inhalatorów. Jest wielu amatorów tychże inhalacji, lecz nie jest potwierdzone jakoby były one lecznicze. Niektórzy z inhalujących się popadli w poważne choroby wieńcowe i także psychiczne. Inhalacja paputkowa przebiega przez wdychanie wydzieliny zostawionej przez Stinkerellę na paputku, który to wydaję specyficzny zapach. Inhalacje te sięgają wieków.

Źródło: wikipedia

Na podstawie zmian na blogu(przemianowanie tagów) dla przeciętnego anglika mógłbym stać się jego współbratem w deszczu który biegle włada językiem polskim. Dla ponadprzeciętnego polaka byłbym jego bratem w dupie który nie wie co robi nazywając tagi po angielsku… skoro i tak wszystko inne jest po polsku. To trochę jak z napisami “NEW!” na proszkach na których cała reszta jest po polsku. Tak wiem że się powtarzam.

Na deser optymistyczny poemat lokalny:
Wybaczcie mi tą łamaną polszczyznę… W nowym domu mieszkam a ze mną taki koleżka co język polski z błotem miesza a ja go za to besztam.
I w efekcie mówimy wszyscy(bo jest nas w zestawie standartowym sztuk trzy plus dwa psy) polsko-angielsko-niemiecko-francuskim dialektem ludzi zdezorientowanych. A psy dupami szczekają. I dobrze nam tu na złość całemu o!


Odpowiedzi

  1. ciekawie ująłeś mój portret psychologiczny:)
    trochę płytko no ale cóż, może to przez te niedomykające się szuflady
    ;)

    pozdrawiam
    Agata

  2. kadarka jest fuj.

  3. Cel życia czasem jest inspirujący
    zawsze inspirowany

    Pozdrawiam i zwiastuje..

  4. CZasu mam niewiele więc odpowiem tak o:
    marry – nie zgadzam się.
    kcz – zgadzam się.


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie